self-publishing jak wydać książkę

Self-publishing, dlaczego sama wydałam książkę?

We wpisie postaram się wyjaśnić, dlaczego zdecydowałam się na tak zwany self-publishing, czyli wydanie książki „Dziewięć marzeń” bez wydawnictwa. Na końcu dzielę się źródłami, z których czerpałam wiedzę o tym, jak wydać książkę.

Nie jestem pierwszym ani pewnie ostatnim autorem, który zdecydował się na tak zwany self-publishing, czyli samodzielne wydanie książki. Z tą różnicą, że większość z autorów, których kojarzę zdecydowała się na wydanie poradnika, nie powieści, jak w moim przypadku. Co więcej, wydawało mi się, że wszyscy, którzy wydają sami są ode mnie dużo „więksi”. Czy warto więc się z nimi mierzyć? Ryzykować własne pieniądze i wydać książkę samodzielnie na blogu, który czyta ok. 10 000 UU/miesięcznie*?

Self-publishing – co to takiego?

Spędziłam ok. 10 lat w korporacji, więc najłatwiej będzie mi się posłużyć przykładem z korporacyjnego podwórka. Gdy firma wprowadza nowy produkt zajmuje się tym kilkanaście osób, z różnych działów. Działy te otrzymują określony budżet, w ramach, którego realizują zadania, a także zatrudniają agencje do pomocy. W self-publishingu to autor jest tym kilkunastoosobowym zespołem i co najwyżej zatrudnia freelancerów, którym z własnej kieszeni płaci za wykonanie danego zadania.

Moja praca nie kończyła się więc w momencie napisania książki. Wiele razy na etapie jej pisania, czytałam na blogach, że napisanie książki to 20% sukcesu, pozostałe 80% do którego zalicza się wydanie książki i marketing, PR z nią związany, to dopiero wyzwanie. Decydując się na self-publishing autor pełni również rolę wydawnictwa, kierownika projektu, kierownika produktu, działu marketingu, wsparciem e-coommerce oraz agencji social media czy informatyka, który postawi sklep internetowy i stronę internetową książki.  Kawał roboty, co? Myślę, że nikt nie zaprzeczy. Większość, tych obowiązków można się pozbyć z listy zadań, decydując się na wydanie książki z wydawnictwem. No właśnie, dlaczego więc tak się nie stało?

Wydanie książki samodzielnie - pieniądze

Po przeczytaniu powyższego można odnieść wrażenie, że z wydawnictwem łatwiej jest wydać książkę. Możliwe, że tak jest. Wiem, jednak, że dla autora nie zawsze „łatwość” przesądza o decyzji jak ją wydać. 

Samodzielne wydanie książki podobno opłaca się pięciokrotnie bardziej od wydania jej z wydawnictwem. Wydając książkę z wydawnictwem jest duże prawdopodobieństwo, że zobaczymy swoją książkę w empiku, ale jak ktoś ją kupi to do naszej kieszeni (kieszeni autora) wpłynie ok. 2zł. Co więcej, licencja na 5 lat, czyli przez ten czas oni decydują o losach książki, np. o tym czy zrobić dodruk książki albo kiedy ją wycofać.

Na etapie pisania słuchałam podcastów Michała Szafrańskiego o pracy nad wydaniem własnej książki. W jednym z nich zaproszonym gościem był Radosław Kotarski, który swoją pierwszą książkę wydał z wydawnictwem (link do tego podcast znajdziecie na dole wpisu). To bardzo ciekawa, pełna "mięsa" rozmowa, którą polecam każdemu, kto zastanawia się czy wydać książkę samemu, czy z wydawnictwem?

Łatwo jest wypisać plusy i minusy spisane na doświadczeniach innych, przed podjęciem jakieś decyzji. Ta analiza schodzi na drugi tor, gdy sytuacja zaczyna dotyczyć nas samych, czyli naszej książki. Bo czy wydając książkę tylko po to, żeby zarobić? Wydanie książki to ciężka praca, po której zyskujemy prestiż wydania własnej książki. Nie zrozumcie mnie źle, ale kto z Was nie szedłby dumny jak paw spacerując po galerii, wchodząc do empiku, spoglądając na półkę na własną książkę? Nie wiem czy tak jest, ale mogę się tylko domyślać, że jest efekt wow. W tym momencie nie myślisz o „2 zł od sprzedanego egzemplarza”, czujesz, dumę i to, że było warto. Ta motywacja i chęć otrzymania wsparcia od ekspertów z wydawnictw, którzy ułatwiliby mi cały proces, skłoniła mnie do wysłania maila do 12 znanych wydawnictw w Polsce.

Wysłałam książkę do wydawnictw

Po kilku dniach od wysłania maila z pierwszymi stronami mojej książki, jedno z powszechnie znanych wydawnictw poprosiło o przesłanie całości. A kilka tygodni później otrzymałam wiadomość, o której marzy każdy autor:

„Jesteśmy zainteresowani wydaniem Pani książki…”

Przepełniała mnie radość, połączona z docenieniem i satysfakcją, że książka musi być dobra, skoro wydawnictwo chce ją wydać. Te uczucia odeszły, gdy otrzymałam od wydawnictwa propozycję umowy na jej wydanie.

Abstrahując od kwoty zaliczki i zysków ze sprzedaży, czytając ją poczułam się jakbym wróciła w czasie. Jakbym była świeżo po studiach i jeszcze raz zaczynała pracę w korporacji a ona wykorzystując mój brak doświadczenia chciała mnie wycisnąć jak cytrynę. Mieli rację, jakby nie patrzeć znowu zaczynałam od nowa. Nowa branża, ja bez doświadczenia w tej branży - wszystko się zgadzało, więc czego oczekiwałam? Że oczaruje kogoś moja książka i zapłaci mi krocie? Może, właśnie tego.

Dlaczego zdecydowałam się na self-publishing?

Owszem umowa była do negocjacji z tym, że czytając umowę, zaczęłam sobie przypominać, dlaczego w ogóle napisałam tę książkę. Chciałam przekazać ludziom historie, która siedziała głęboko we mnie i czułam, że się uduszę jak jej nie wydostanę na zewnątrz. Po drugie, wierzyłam, że ta historia jest potrzebna innym. Że jest ktoś na świecie komu da ona odwagę, wiarę w marzenia, albo pocieszenie, bo jest w podobnej sytuacji, w której ja byłam przed podróżą. Żeby tak było historia mojej podróży dookoła świata w pojedynkę musiała zostać opisana prawdziwie. Wierzyłam, że właśnie takie prawdziwą historię inspirują najbardziej. Odeszłam z etatowej pracy, aby mieć wolność w działaniu - robić to co czuję i w co wierzę. Gdybym podpisała umowę z wydawnictwem wróciłabym do świata korporacji.

Chciałam decydować o jej treści, o tym jak będzie wyglądała okładka, kiedy zostanie wydana. Nie mogłabym realizować własnych pomysłów na promocję, zrobić przedsprzedaży i połączyć jej z ofertą fundatorską. Do książek dodać torby bawełnianej z mapą świata, podróżniczych dodatków i zrobić z tego czegoś fajnego! Tylko self-publishing dawał mi tę wolność.

Oczywiście, że wydaniu książki samodzielnie towarzyszy strach. Nie dość, że zaryzykowałam inwestując własne pieniądze, czas to jeszcze wydawałam powieść, nie poradnik. Strach zawsze się pojawia, gdy sięgamy po nowe. Bałam się jak wyruszałam w podróż dookoła świata, jak rzucałam pracę w korporacji i bałam się wydając książkę, ale to, że się czegoś boje nie znaczy, że tego nie zrobię. Jak czuję w środku, że coś ma sens to ufam temu przeczuciu i za nim idę.

6 miesięcy później

Od wydania książki minęło pół roku. Moja książka została wydana tak jak sobie wymarzyłam – bez lukru i cukru pudru opowiada prawdziwą historię mojej podróży dookoła świata w pojedynkę. Tytuł „Dziewięć marzeń” wymyśliłam sama, bez agencji marketingowej a okładka jest zdjęciem z podróży, przy której pomógł mi grafik. Oprócz grafika zatrudniłam recenzenta, redaktora, korektorkę, Anię od składu książki oraz firmę, która z wersji papierowej przekształciła książkę w e-booka. O tym, ile mnie to kosztowało chętnie napiszę w oddzielnym wpisie. Jest taka jaką sobie wymarzyłam i po opiniach czytelników wiem, że warto było, aby wszystkiego dopilnować samemu. Moją książkę można kupić wyłącznie przez internet, na tej stronie: dziewiecmarzen.pl

Tutaj możesz pobrać pierwszy rozdział mojej książki - ZA DARMO.

A co, gdyby książka była w księgarni? Empiku?

Zamówienie książki przez stronę internetową zajmuję ok. 3- 6 minut, wybranie się do księgarni, odszukanie jej na półce, kolejka do kasy, płatność znacznie dłużej. A teraz w dobie koronawirusa kto pójdzie do księgarni? Pewnie mało osób, ale przyznam, że były momenty, gdy przechodząc obok empiku czy księgarni zastanawiałam się co by było, gdyby tam w środku była moja książka? Na szczęście pojechałam na konferencję Book Marketing w Poznaniu, po której przeszło mi takie myślenie. Dobrze wybrałam.

Słuchając nowinek z branży wydawniczej, większość dotyczyła tego jak ciężko jest wybić się autorom. Ich książki są w księgarniach, ale mało osób po nie sięga. Za widoczność na półce, regale czy witrynie trzeba zapłacić, a nikogo nie powinno dziwić, że wydawnictwo promuję tylko tych znanych, nie debiutantów. Usłyszałam tam, że aby autor mógł zarobić na pisaniu to powinien publikować minimum dwie książki w roku. Są tacy na polskim rynku jak np. Remigiusz Mróz, ale gdy tak jak w moim przypadku książka jest jednorazowym strzałem to kto postawi na jej promocję? Sama obecność na półce w księgarni, nie da za wiele.

Źródła wiedzy o self-publishing w Polsce:

*dane z okresu wydawania książki, po 6 miesięcznej przerwie w blogowaniu

UDOSTĘPNIJ

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on google
Google+
Share on print
Drukuj

Jeśli zarezerwujesz lot, nocleg lub samochód za pomocą powyższych linków, to do mojej skarbonki wpadnie kilka groszy. Co prawda, nie są to kokosy, ale każdy grosz się liczy. Obiecuję, ze przeznaczę go na rozwój tego bloga i w żaden sposób nie wpłynie to na cenę Twojej rezerwacji.

Autorka książki „Dziewięć marzeń”. Ulubiony kierunek podróży to Azja. Zakochała się w niej podczas podróży dookoła świata w pojedynkę. Kiedy nie podróżuje, dba o ogródek (na balkonie :)) i litrami pije zieloną herbatę. Zaraża energią i wierzy, że wszystko co dajemy do nas wraca. 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze wpisy