Zatęskniłam za wpisami niepodróżniczymi i głęboko wierzę, że Wy również. Moje życie kręci się nie tylko wokół podróżowania. Z wiekiem (zabrzmiało jak bym miała z 50 lat :)) coraz bardziej doceniam dni, w których nie przepakowuje walizki, tylko mam czas dla bliskich i swoje małe przyjemności. Codzienna rutyna przeplatana pracą, pisaniem bloga i mnóstwem małych przyjemności, które chyba już mogę nazwać moim hobby.
O czym mówię? Zaraz wszystko zdradzę.
Uświadomiłam sobie, że lovelajf.pl to nie jest typowo podróżnicza nazwa dla bloga podróżniczego, tylko coś o znacznie szerszej tematyce. Jak zakładałam bloga 3 lata temu (już 3 lata!) to celowo unikałam wszystkich nazw nawiązujących wyłącznie do podróżowania, bo gdzieś w środku wiedziałam, że nie chcę zamykać się tylko na podróże, tylko pisać o innych rzeczach, które kocham.
Lovelajf, czyli to, co sprawia, że kocham swoje życie.
Ostatnio coraz częściej pojawiają w mojej głowie i sercu marzenia z zupełnie nowej dla mnie kategorii. Chyba mogę powiedzieć, że trochę się wszystko przewartościowało. Wiecie o czym marzę w tym momencie? Np. chciałabym mieć domek z pięknym ogródkiem, w którym będę sadziła szczypiorek, pomidory, cukinię… Mieszkam w Warszawie i to prawie w samym centrum, w bloku na 9.piętrze więc na tę chwilę ciężko mówić o uprawie ogródka, skoro się go nie ma.
Przeczytałam kiedyś u znajomego Zdzicha w poście na fb, niezadowolonego z pogody za oknem, że „Jak nie możesz zmienić pogody, to zmień miejsce, w którym jesteś”. W mojej sytuacji zmieniłabym na "jak nie możesz mieć teraz tego, o czym marzysz to zrób wszystko, aby małymi kroczkami przybliżać się do tego marzenia i sprawdzić jego realia". Czyli na przykład: czy jestem świadoma, że marzenie o domu z ogródkiem łączy się z dużą ilością pracy, obowiązków i czy polubię tę pracę i obowiązki? Strasznie źle, byłoby, gdy w momencie spełnienia mojego marzenia przeżyła rozczarowanie i dopiero wtedy zobaczyła jego minusy. Tak zwane, wyobrażenia vs. rzeczywistość, a raczej marzenia vs. rzeczywistość. Mieliście tak kiedyś?
Nie jestem pewna, czy w kontekście tego dużego marzenia o ogródku, czy zupełnie przypadkiem mój czas poświęcam na przyjemności, które jak wyżej pisałam chyba mogę już nazwać swoim hobby. Oto, co robię, gdy nie podróżuję i z czego czerpię prawdziwą przyjemność:
Chodzę po polach,
szukam ziół, susze je a później robię z nich ziołową herbatę i zmuszam MD (mój chłopak), aby próbował i mówił czy się nadają.
Kupuję doniczki,
odpowiednią ziemię, sadzonki, nasiona i sieję, sadzę, doglądam, podlewam i uśmiecham jak zaczyna wschodzić i widać efekty mojej pracy. A to wszystko na małym balkonie, na 9. piętrze w prawie centrum Warszawy. Jeśli zastanawiacie się co można zasadzić na balkonie o wymiarach pół metr na dwa to już Wam mówię. Do tej pory, zasadziłam zielony groszek, pietruszkę, lubczyk, melisę, rzodkiewkę, lawendę, rozmaryn, miętę, sałatę, rukolę, koper, szczypior, bazylię, marchewkę, a także niezapominajki i bratki. Tata zrobił mi nawet drewnianą skrzynię do sadzenia marchewki na balkonie, a MD wniósł ją na 9 piętro (bez obaw mamy windę).
Robię bałagan w kuchni.
Powinnam napisać zaczęłam gotować, ale „robię bałagan w kuchni” lepiej oddaje to, co robię. Nie skupiam się jednak na stanie czystości a na rzeczach, które wkładam do garnka. Zależy mi, aby było zdrowo, bez sztucznych dodatków i aby nic się nie marnowało! Nie lubiłam gotować, w sumie to nadal za tym nie przepadam. Przeraża mnie jednak chemia dodawana do rzeczy, które kupujemy i jemy, na co dzień. Jeśli śledzicie mnie na instastories, to wiecie, że zaczęłam nawet piec chleb!
A propos chemii,
wspominałam Wam już o książce, która zmieniła moje spojrzenie na kosmetyki, które nakładamy na skórę i środki czystości, które używamy w mieszkaniach. Książka ”Wyrzuć chemię z domu” i blog Ewy inspiruje mnie do tego, aby miejsce, w którym mieszkam było przyjazną przestrzenią dla mnie i gości. Bez chemii, niezdrowych dodatków i sztuczności.
Też tak macie? Czy to "już ten wiek" i tylko mnie dopadło? :) Coraz częściej mam ochotę dzielić się tym wszystkim z Wami, ale nie wiem na ile moja codzienność jest dla Was ciekawa. Dlatego pytam Was :) Czy wpisy o stylu życia z codziennymi inspiracjami z mojego podwórka byłyby dla Was ciekawe? Chcecie aby pojawiały się na lovelajf?
4 thoughts on “Ogródek na 9. piętrze”
Wszystko jest możliwe wystarczy tylko chcieć 🙂 Założyłaś swój mały ogródek, pomimo tego, że mieszkasz na 9. pietrze 🙂 Grunt to się nie poddawać 🙂
Dokładnie! Wystarczy chcieć 🙂
Ja mam na 6 piętrze 🙂 i zdradzę tutaj historię, która chyba też opowiem czytelnikom 🙂 Nazwa mojego bloga: hamaklife oprócz tego, że jest symbolem nawiązującym bezpośrednio do innego modelu życia niż zachodni, do luzu i kreatywnych pomysłów, które rodzą się w hamaku, wzięła się od tego, że na moim balkonie na 6 piętrze wisi sobie hamak 🙂
super, 6 i 9 piętro rządzi! 😛