Sto dni w podróży! podsumowanie

Ciężko uwierzyć, że minęło już sto dni od momentu gdy stałam przestraszona na lotnisku w Warszawie z biletem w jedną stronę. Tyle rzeczy wydarzyło się w moim życiu od tego czasu. Tyle przygód, radości, smutków, zmian i napotkanych ludzi. Jak wyjeżdżałam, wiedziałam, że wyruszając w taką podróż nie mogę i nie chcę wszystkiego zaplanować, chcę być zaskakiwana i otwarta na niespodzianki, które przyniesie życie. I owszem zaskakiwało mnie i nadal to robi, a czasem nawet przegina! Z jednej strony to tylko trzy miesiące, z drugiej aż trzy miesiące dlatego warto to podsumować!

Od października do stycznia zrobiłam ponad 30 670 km, odwiedziłam 5 państw, 10 wysp. Sama ja, wyposażona wyłącznie w bagaż podręczny.
Muszę się Wam przyznać, że to mój pierwszy raz! Pierwszy raz gdy jestem tak długo za granicą. Pierwszy raz gdy podróżuję sama.

Moja przygoda zaczęła się od jednodniowego przystanku w Budapeszcie, z którego poleciałam do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Odwiedziłam Dubaj, Abu Zabi, po czym wsiadłam w samolot na Filipiny. Po miesiącu na wyspach, spędziłam kolejne 4 tygodnie w Indonezji – głównie Bali, ale również wyspy Gili oraz Dżakarta. Od ponad trzech tygodni jestem w Sydney, w Australii i stąd piszę do Was ten wpis 🙂

lovelajf mapa

Zjednoczone Emiraty Arabskie

Przystanek w Dubaju i Abu Zabi miał być tylko przecinkiem w mojej podróży. Przed wyjazdem, traktowałam go jak dwutygodniową przesiadkę, po drodze na Filipiny. Nie miałam żadnych oczekiwań, planów. Zresztą wiedziałam, że na tym etapie mojej podróży będę miała super towarzystwo, więc tym bardziej nie martwiłam się i skupiałam się na planowaniu pobytu na Filipinach.

lovelajf Dubaj

W Emiratach byłam na górze najwyższego budynku na świecie – Burj Khalifa, jeździłam pierwszy raz w życiu na wielbłądzie na pustyni i piłam zieloną herbatę w największym centrum handlowym na świecie. Te dwa tygodnie były jak urlop, przed początkiem wszystkiego co się wydarzyło potem. Dostarczyły mi tyle emocji i pozytywnej energii, że pokochałam swoją podróż i przestałam się skupiać na troskach.

Och życie! Coś mi się wydaję, że jeszcze tam wrócę 🙂

 

Filipiny

Podróży na Filipiny bałam się jak cholera! Aby dostać się do mojej destynacji – wyspy Siquijor, czekało mnie kilka przesiadek. Ta droga śniła mi się po nocach, na długo przed wylotem. Powtarzałam sobie, że jak uda mi się dostać na miejsce to przetrwam wszystko!

Dumaguette

Udało się, po ponad 24h podróży samolotami, trajkiem, promem i znowu trajkiem dotarłam na Siquijor. Zadowolona, ale przerażona, ponieważ wiedziałam, że pierwsze dni podróży w pojedynkę są najgorsze. Człowiek musi się przyzwyczaić, że jest daleko od domu, bliskich i zdany tylko na siebie. Pierwsze tygodnie wyobrażałam sobie pełne płaczu i myślenia co ja dobrego zrobiłam!
Już pierwszego wieczoru okazało się, że nie będę miała czasu na łzy i troski. Poznałam niesamowitych Polaków, którzy sprawili, że początek mojej podróży był tak wypełniony atrakcjami, że nie miałam czasu na myślenie i martwienie się co ja robię sama na końcu świata!

Siquijor, lovelajf
Ekipa z Siquijor

Listopad, moim zdaniem najbardziej ponury miesiąc w roku, spędziłam w raju. Mieszkałam na malutkiej wyspie na końcu świata, otoczona naturalnym pięknem przyrody i cudownymi ludźmi. Przyjechałam tu, z ciekawością małego dziecka. Przestraszona i niepewna siebie, a wyjechałam jako zahartowana podróżniczka, pewna, że sobie poradzi!

Na Filipinach pływałam z rekinami, z żółwiami, skakałam na lianie do wodospadu, chodziłam po zapomnianej jaskini, spadłam z palmy, rozwaliłam nogę o rafę koralową, sparzyłam łydkę o wydech w skuterze… i uwierzcie mi, że bolesnych wypadków było niestety więcej :/ Po miesiącu napisałam sobie w notatniku: „Prawdopodobnie mam już kilka blizn na ciele, które zostaną ze mną do końca życia, ale traktuję je jako pamiątki z podróży. Tych chociaż nie muszę upychać do plecaka :)” Filipiny to był mój chrzest w podróży.

Tak wyglądał początek mojej podróży:

Przekroczyłam równik! Indonezja

Większość czasu w Indonezji spędziłam na Bali – ucząc się medytacji, uczęszczając na zajęcia z jogi, zwiedzając, surfując i poznając balijską kulturę.

joga

Jedną z wielu rzeczy, których nauczyło mnie te sto dni w podróży to fakt, że nie warto tracić czasu na planowanie i martwienie się przyszłością – if you wanna make God laugh, tell him about your plans. Sprawdziło się.

Pamiętacie do zdjęcie?

Bali, Bedugul

Zostało zrobione w Bedugul, jakieś 60 km od Ubud, czyli miejsca w którym aktualnie mieszkałam. Odwiedzając to miejsce spełniałam jedno ze swoich marzeń. Jakieś pół roku temu zobaczyłam zdjęcie tej bramy na instagramie i pomyślałam, dlaczego inni mogą spełniać swoje marzenia, a ja nie? Napisałam wtedy na facebook’u, że ta brama jest dla mnie symbolem,  że jeśli naprawdę czegoś chcemy to nic nas nie powstrzyma.

To miejsce nie jest typową atrakcja turystyczną, dlatego nie było łatwo ją odnaleźć. Na jej poszukiwania pojechałam z Łukaszem, którego poznałam kilka dni wcześniej na Bali. Pojechaliśmy autobusem, potem czekał nas długi spacer przez okoliczne wioski i udało się! Szczęśliwi, że dotarliśmy na miejsce, cieszyliśmy się widokiem, zrobiliśmy fotki – możemy wracać! Okazało się, że w tym dniu nie było już autobusów powrotnych do Ubud, więc trochę bez przekonania, że się uda zaczęliśmy łapać stopa. Podobno w Indonezji autostop nie jest popularny, ale zawsze warto spróbować.

Już po minucie łapania, zatrzymał się samochód. W aucie siedziała para, która jechała do Denpaser. Nie po drodze mieli naszą destynację, ale zgodzili się podrzucić nas chociaż kilka kilometrów. W samochodzie zaczęliśmy rozmawiać, trochę się poznaliśmy, po czym z głową opartą o szybę zasnęłam.

Naprawdę nie wiem jak to się stało! Zazwyczaj mam trudności z zaśnięciem podczas jazdy, a tu nagle w obcym miejscu, u nieznajomych ludzi w samochodzie i obcym facetem, na miejscu pasażera zrobiłam sobie drzemkę…!!?? Ciężko powiedzieć jak długo spałam, ale jak się obudziłam byliśmy już w Ubud, 5 minut od mojego hotelu! Przecież to dla nich nie po drodze! Mieli nas podrzucić tylko kilka kilometrów!
Łukasz mi wyjaśnił, że gdy zobaczyli, że zasnęłam podali mu poduszkę żeby mi podłożył pod głowę i powiedzieli, że szkoda mnie budzić więc zawiozą nas na miejsce.

Jak wysiadałam, nie mogłabym uwierzyć  co się właśnie stało! Zaczęłam dziękować i powiedziałam, że możemy zapłacić za benzynę. W odpowiedzi otrzymałam ich uśmiech i słowa „you don’t have to pay, just pray for us and our baby”.

Puspa i Tut, bo tak mieli na imię nasi wybawiciele, zaproponowali również żebym odwiedziła ich dom i jak mam ochotę to mogę zatrzymać się u nich kilka dni. Na drugi dzień miałam samolot do Dżakarty więc podziękowałam i potraktowałam ich ofertę jako grzecznościową. Wymieniliśmy się jednak kontaktami i korespondowaliśmy do mojego powrotu na Bali.

Przed wyjazdem obiecałam sobie, że będę otwarta na niespodzianki, które przygotuje dla mnie życie i będę mówiła im „tak”. Gdy ponownie zaproponowali, że odbiorą mnie z lotniska i zapraszają na kilka dni do siebie, nie mogłam odmówić. Mój pobyt u balijskiej rodziny, przedłużył się z kilku dni do prawie miesiąca. To był niesamowity czas. Tutaj nie byłam turystą, mieszkałam z hinduską rodziną i spędzałam czas z miejscowymi. Uczestniczyłam w ich świętach, zwyczajach, poznałam tajemnice balijskiego kalendarza i doświadczyłam prawdziwego życia na Bali.

lovelajf, bali

Jak wspomniałam, odwiedziłam również stolicę Indonezji, Dżakartę. Jest to najbrzydsze miasto, w jakim do tej pory byłam. Zatłoczone, zakorkowane, w którym nie ma co zwiedzić i nikt nie rozumie po angielsku. Pomimo wszystko, zawsze staram się znaleźć coś pozytywnego i tutaj również mi się udało – plus dla Dżakarty za przepyszne jedzenie!

jakarta

W drugie święto zamknęłam pierwszy etap mojej podróży. Opuściłam Azję. Koniec jedzenia ryżu, pomyślałam – lecę do miasta!

Australia

Czekając na samolot do Sydney na lotnisku w Indonezji, dostałam wiadomość o treści: „Sydney baby! Are you exited?”, taaa pomyślałam, bardziej jestem zmęczona ciągłym przemieszczaniem się, niż podekscytowana – znowu lotnisko, plecak i zmiana strefy czasowej. Już wtedy wiedziałam, że tym razem zatrzymam się na dłużej, niż miesiąc.

Sydney

 

Dopóki tu nie przyjechałam nie byłam świadoma jak bardzo tęskniłam za miastem. „Tu jest jak w San Francisco!”, powtarzałam podczas pierwszego spaceru z Olą po Sydney. Z Olą poznałyśmy się w korpo i pamiętam jak dziś jak około roku temu spotkałyśmy się na lunchu – Ola opowiadała mi o swoich planach związanych z wyjazdem do Australii, a ja zbierałam odwagę na podjęcie decyzji o gap year.

 

Sydney

We wszystkich miejscach,które odwiedziłam przez te sto dni towarzyszyło mi kilka zasad, których przestrzegałam i które chciałabym aby towarzyszyły mi do końca mojej podróży, mianowicie:

1. Latam tylko tam gdzie jest ciepło.

2. Nie kupuję biletów lotniczych droższych niż 1000zł (do tej pory najdroższy to bilet z Sydney do Honolulu ok. 800zł)

3. Podróżuję tylko z bagażem podręcznym.

4. Z każdego miejsca kupuje magnes na lodówkę dla rodziców.

5. Nie kupuje innych pamiątek i rzeczy, które nie zmieszczą mi się do plecaka.

6. Nie mam ze sobą dużo ubrań, dlatego podczas podróży wymieniam garderobę. Jeśli kupię coś nowego to znaczy, że muszę wyrzucić inną rzecz ze swojego bagażu. Inaczej się nie zapakuję.

7. Swoją podróż traktuję jako inwestycję w dalszą edukację (ładnie się to nazywa prawda? :)) Chce nie tylko się przemieszczać, ale również dużo się uczyć, dlatego każdą osobę, którą spotykam na swojej drodze traktuję jako nauczyciela.

8. Po drodze notuję to czego się uczę i wszystko co mnie inspiruje.

9. Do niczego się nie zmuszam.

10. W każdej chwili jestem gotowa zmienić powyższe zasady 😛 (żartuję postaram się być twarda:))

Co myślicie o tych zasadach?

Wierzę, że najlepsze wciąż jest przede mną! Kliknij i zobacz moje plany na kolejne 100 dni.

About Martina, lovelajf.pl

Coach, bloger, minimalistka z pasją do podróżowania. Ulubiony kierunek podróży to Azja. Zakochała się w niej podczas podróży dookoła świata, którą zrealizowała w pojedynkę. Kiedy nie podróżuję siedzi za biurkiem pochłonięta mediami społecznościowi (to jej zawód), biega i pije zieloną herbatę. Nieustająca poszukiwaczka inspiracji i dzieląca się nią z czytelnikami.

Share This:

  • Ile inspiracji w jednym wpisie!!! Marzy mi się taki gap year, ale pierw musze na niego odłożyć. 😀 jeszcze nigdy nie miałam aż tak dużej motywacji do nie kupowania 🙂 powodzenia w dalszej podróży, będę tu zaglądać!

    • Ale super! dziękuję i trzymam kciuki za spełnienie Twojego marzenia! Postaram Ci przypominać o nim w swoich wpisach i motywować do działania 🙂 Buziaki 🙂

  • Kaja

    Podoba mi się zasada „do niczego się nie zmuszam”. Też tak mam, robię co chcę, chcę iść w lewo, to idę w lewo, a jak w prawo, to w prawo.. Nie mam ochoty pracować, to nie pracuję. Chcę do kogoś zagadać, to zagaduję, a jak mi ucieknie tramwaj, to nie panikuję.. A potem dzwoni budzik i się budzę z tego pięknego snu 🙂

    • hahaha to piękny sen! Muszę się przyznać, że podczas podróży życie również mnie zmusza do naginania tych zasad i „przebudzenia ze snu”. Na przykład jak mam kupiony bilet na samolot w kolejne miejsce, a tak bardzo nie chce się ruszać z tego w którym jestem… bo się już przyzwyczaiłam, zaprzyjaźniłam i zadomowiłam.

  • Jestem pod ogromnym wrażeniem! Podróż życia!! 🙂 I te filmiki 😀

    • o tak! To moja podróż życia! 🙂 Wielkie dzięki za te słowa!!

      • Jak już jesteś obok to zahacz o Malezję! Wyspa Penang i jej streetfoody <3

        • Byłam w Kuala Lumpur w ubiegłym roku, ale na Penang nie trafiłam ;/ może następnym razem się uda 🙂

          • Koniecznie 🙂 Ja byłam tylko 5 dni i nie zdążyłam wszystkiego zobaczyć ale wrócę tam na pewno 🙂

          • zaraz sobie zanotuję, że warto się tam wybrać 🙂

  • Ja jestem drugi miesiąc w Brazylii 🙂 A przede mną pół roku i kolejnych 12 krajów Ameryki Północnej 🙂 To również moja pierwsza tak długa podróż, nie pierwsza samotna, więc doskonale Cię rozumiem 🙂 Trzymam kciuki i będę dalej obserwować 🙂 W wolnej chwili zapraszam do siebie – wspólnie zwiedzimy połowę Świata 😉

    • jak cudownie, że piszesz! Od kilku dni planuje kolejne miejsca do odwiedzenia i zastanawiam się nad Ameryką Południową, ale przyznam się, że trochę się jej obawiam… doradzisz mi? Bezpiecznie jest dla kobiety np. w Brazylii?

      • Ja się zakochałam w Brazylii, ludziach i jedzeniu 🙂 Warto zobaczyć Sao Paulo, a Rio to już w ogóle… 🙂 Moim zdaniem nie ma się czego obawiać, trzeba mieć tylko głowę na karku 🙂 W razie jakichkolwiek pytań pisz na fb 😉

  • Wspaniale się czyta Twoje podsumowanie.
    Niesamowite jest to, że ja mam teraz taki przedsmak mojej wielkiej podróży, a już w wielu kwestiach Cię rozumiem 🙂
    Czekam na dalsze wieści. Czekam na wieści z Hawajów!
    Dlaczego brakowało Ci miasta? Czyżbyś miała dość medytacji i przyrody? 🙂
    I pytanie techniczne, jakim sposobem podkładasz muzykę Iglesiasa i przepuszczają Ci ten materiał? 🙂

    • Dziękuję Magda! Na Twoje pytania odpowiem w kolejnym wpisie, tam znajdziesz odpowiedź m.in. na to dlaczego brakowało mi miasta. Myślę, że jutro uda mi się go wstawić 🙂
      A co to pytania technicznego to polecam vimeo.com 🙂

  • Hej! Mam jedno pytanko, mam nadzieję, że mi na nie odpowiesz 🙂
    Czy podczas swojego wyjazdu pracujesz, czy miałaś odłożone pieniądze wcześniej? Strasznie mnie to nurtuje, bo mnie również chodzi po głowie pomysł ucieczki od życia i szukam podpowiedzi 🙂

    • Pewnie, że odpowiem 🙂
      Czy podczas mojego wyjazdu pracuję? Tak. Czy odłożyłam pieniądze wcześniej? Tak. W moim przypadku nie ma jednego źródła, jakiegoś złotego sposoby na zarobienie pieniędzy na gap year. Długo oszczędzałam pieniądze na ten rok, ale wiedziałam, że i to może się okazać mało. Mój zawód pozwala mi pracować przez internet więc podejmuje zlecenia i pracuję online. Jak jest możliwość to pracuje też na miejscu, czyli w miejscu w którym aktualnie jestem. Na pewno napiszę o tym wpis na bloga i wtedy wyjaśnię szczegóły, ok? 🙂

  • świetnie.
    mi się tez marzy taka podróż, ale cały czas mi się wydaje, że mnie na to nie stać.

    • Wszystko zaczyna się od pierwszego kroku. Może założ sobie konto oszczędnościowe i nazwij je wymarzonym miejscem Twojej podróży? 🙂 Powinno pomóc regularnie odkładać chociaż kilka groszy 🙂

  • Cudowna historia, stałaś się moją inspiracją! Wiele osób słysząc o moich podróżniczych planach łapie się za głowę i mówi – no way! Jednak po przeczytaniu Twojej relacji z podróży mówię sobie „Olewam to, co mówią inni, i podążam za tym, co dyktuje mi serce!”. Dziękuję Ci 😉

  • Ale super, bardzo podziwiam i dziękuję za tyle inspiracji 🙂

  • Genilane zasady! Zazdroszcze na maxa odwagi i przygody! A ile czasu w Au spedzisz? i Co potem?

  • Niesamowita podróż! Czekam na więcej postów tego typu, a Tobie życzę bezpiecznych i niezapomnianych wrażeń ;*

    • Dziękuję Magda! Bardzo się cieszę, że Ci się podoba 😉 pozdrawiam Hawajów 🙂

  • Bali to było też moje marzenie:) http://liquiddreams.pl/pl/bali-wyprawa-do-raju/