San Francisco zakupy

San Francisco zakupy

Słoneczna Kalifornia, przywitała mnie deszczem. Nie dało rady zwiedzać więc wybraliśmy się na zakupy do Market Street. Pomimo Niedzieli Wielkanocnej większość sklepów była otwarta, frekwencja ludzi chętnych wydać pieniądze też dopisała.

San Francisco zakupy
San Francisco, zakupy

Wybór marek niedostępnych w Europie, stylów i fasonów bardzo bogaty,  nic tylko kupować! Promocja -40%, -30%  na każdej witrynie – jak w niebie! Wewnątrz sklepów, kobiety ścigające się między wieszakami, mężczyźni z siatkami czekający przy kasach, niby wszystko standardowo a jednak z małą różnicą. Po przymierzeniu połowy asortymenty, czekała mnie niespodzianka przy kasie.

Okazało się, że pomimo odliczeniu wszystkich obowiązujących promocji mój rachunek jest większy niż wskazywały ceny z metki. Jak się dowiedziałam do każdej ceny na metce należy doliczyć podatek. Co ciekawe, wysokość podatku do każdej rzeczy jest inna więc nigdy nie wiadomo jak wysoki rachunek zapłacimy przy kasie.

Druga rzecz, której się dziś nauczyłam to nowinka technologiczna, a konkretnie aplikacja uber. Nie jestem geekiem w tych tematach ale muszę przyznać, że spodobało mi się. Z mieszkania do centrum i z powrotem przemieszczaliśmy się nie busem czy taksówką, a prywatnymi samochodami mieszkańców San Francisco.

Wyglądało to mniej więcej tak:

1.   odpaliliśmy aplikację uber, która automatycznie wyszukała naszą lokalizację

2.   wpisaliśmy miejsce docelowe do którego chcieliśmy dojechać a system poszukał kierowcę dostępnego niedaleko nas.

3.   kierowca podjechał po nas po.ok.5 minutach i podwiózł nas w wyznaczony przez nas adres

Koszty takiego rozwiązania są kilkukrotnie tańsze niż taksówka, ponieważ możemy je dzielić z innymi pasażerami, którzy odnaleźli tego kierowcę tak jak my. Plus nigdy nie zapłacimy za przejazd więcej niż 7$.  Kierowca zarabia, pasażer oszczędza, wszyscy są happy. Sprawdziłam już, że takie rozwiązanie mamy też w Warszawie i na pewno skorzystam po powrocie.

Pod koniec dnia wszechświat się zlitował i zaświeciło słoneczko. Nie chcąc marnować dnia pojechaliśmy na longboardzie zwiedzać San Francisco. Nigdy wcześniej nie jeździłam na takim sprzęcie więc towarzyszyło temu dużo śmiechu. Wyglądało to mniej więcej tak.

Share This: