Wszystko co dobre… Kalifornia road trip ciąg dalszy

Wszystko co dobre... Kalifornia road trip ciąg dalszy

Na swoje usprawiedliwienie braku wpisów w ostatnim czasie napiszę, że wolny czas na pisanie relacji z podróży był luksusem, na który nie było nas stać. Cały czas trzeba było coś ogarniać, zmieniać trasę, sprawdzać, pytać, bookować, łapać zasięg itp.  Co więcej zepsułam laptopa, a konkretnie jego matryce więc pisanie przestało być przyjemnością 🙁 Kalifornia road trip

Ostatnie dni spędziliśmy w drodze. Jechaliśmy przez lasy, góry, pustynie, piękne opuszczone miasteczka oraz miejsca których nazw nigdy nie poznamy. Z Las Vegas w drodze do San Francisco mieliśmy w planie spędzić trochę czasu w Parku Narodowym Yosemite. Dotarcie do niego okazało się jednak dużym wyzwaniem.

Mieliśmy trzy możliwości trasy dojazdu do niego:

– Pierwsza droga prowadząca do parku została zamknięta z powodu sztormu.

– Drugą drogę Pani w sklepie nam odradziła mówiąc „you don’t want deal with it” a google maps nie pokazywał jej wcale.

– Trzecia z dróg zmuszała nas do jazdy ok. 1h dłużej od dwóch pierwszych.

Postawiliśmy, że chcemy być jak najszybciej na miejscu i jedziemy zmierzyć się z opcją nr 2. Co jak się okazało było dużym błędem. Po 3h jazdy tą drogą, prowadzącą przez niczym niezabezpieczone krańce wysokich gór dotarliśmy do napisu „ road closed” … Żywego ducha na widoku.  Najpierw deszcz, potem śnieg. Widoczność ok. 100m. Wdech, wydech…

No nic trzeba było wracać, przyznać się do głupiego wyboru i wrócić na trzecią z dróg.

Kalifornia road trip ciąg dalszy

Kalifornia road trip

mgła Kalifornia

 

Gdy już dojechaliśmy do celu byliśmy tak zmęczeni podróżą, że zamiast wybrać się na wędrówkę po górach zrobiliśmy szybką wycieczkę przez główne atrakcje parku Yosemite, po czym rozłożyliśmy na trawce śpiwór i
zrobiliśmy sobie drzemkę. Tak to wyglądało:

 

Kilka godzin później byliśmy już San Francisco. Ze smutnymi minami oddaliśmy samochód do wypożyczalni. Nie mam zwyczaju przywiązywać się do rzeczy ale przykro było oddać auto, które przez ostatnie tygodnie był dla nas jak dla ślimaka skorupka.  Spędzaliśmy w nim większość czasu naszej podróży. Mieliśmy w nim wszystkie nasze rzeczy, śpiwory, bałagan. Czasem służył nam jako noclegownia, jadalnia, miejsce kłótni i trochę lansu ;P
Wszystko co dobre szybko się kończy. Nasz american trip dobiegł końca i za chwilę zabiorę się za pisanie jego krótkiego podsumowania. Od jutra sama zwiedzam San Francisco i jak wydarzy się coś ciekawego to spieszę Wam o tym napisać 🙂